Konsekwencja – czy naprawdę działa?

Konsekwencja – czy naprawdę działa?

Każdy człowiek jest inny – to wiemy na pewno. Inaczej znosimy niewyspanie, miewamy różne nastroje, targają nami sprzeczne emocje. Dzieci również się z tym mierzą, w dodatku nie zawsze potrafią sobie radzić ze wszystkim, co się wokół nich dzieje i często zachowują się nie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Naszą żelazną bronią w dyscyplinowaniu dziecka ma być… konsekwencja.

Wielu rodziców słyszy, że muszą być konsekwentni, bo inaczej dziecko wejdzie im na głowę. Żadnego odpuszczania, konieczne są reguły, których trzeba przestrzegać zawsze i w każdej sytuacji. Tak? No właśnie… nie.

Zanim się skrzywicie i zapytacie, o co nam chodzi, pozwólcie, że zobrazujemy to, o czym piszemy, na pewnym domowym przykładzie. Wyobraźcie sobie, że uczycie dziecko, że po każdym posiłku trzeba wstawić naczynia do zlewu lub do zmywarki, żeby je pozmywać. Codziennie tak robicie, aż w końcu przychodzi dzień, w którym wizyta gości bardzo się przedłużyła, a wy nie macie już siły sprzątać ze stołu. Chcecie się wykapać i położyć spać, a naczyniami zajmiecie się jutro. Pytanie brzmi: gdzie się podziała konsekwencja i przestrzeganie wcześniej ustalonych zasad?

Żeby wszystko było jasne, chcemy wytłumaczyć jedną rzecz. Żelazna konsekwencja ogranicza elastyczność i zakłada, że zawsze, niezależnie od nastroju i okoliczności, musimy podporządkowywać się sztywnym regułom. Ponieważ sami często się przeciwko temu buntujemy, mamy gorsze dni i zmniejszony poziom motywacji, dajmy do tego prawo również dzieciom.

Absolutnie nie chodzi nam o to, żeby – jak już wcześniej napisałyśmy – pozwalać maluchom wejść sobie na głowę. Naszym celem jest zwrócenie uwagi na to, że są różne sytuacje i czasem po prostu warto odpuścić. Można opowiedzieć dziecku, co się stanie, jeśli akurat w tej chwili czegoś nie zrobimy i w ten sposób nauczyć je, że każda decyzja o aktywności lub jej braku będzie miała swoje… konsekwencje w przyszłości.

I jeszcze jedno. Kiedy prosimy dziecko, żeby przestało rysować flamastrem po ścianie, a ono nie reaguje, często je ostrzegamy – na przykład, że policzymy do trzech i maluch ma odłożyć flamastry. Jeśli tego nie zrobi, to mu je zabierzemy. Czy gdy dochodzi do sytuacji, że zabieramy dziecku pisaki, to oznacza, że jesteśmy konsekwentni? Cóż… nie. Po prostu egzekwujemy to, przed czym ostrzegaliśmy.  Jeśli maluch wpada w złość, warto mu wtedy wytłumaczyć, dlaczego malowanie po ścianach nie jest dobrym pomysłem. Można również zaproponować wykorzystanie pisaków w inny sposób.

Powiązane posty